Jestem chuliganem. Uniknąłem kary.

Tydzień temu, w Wielki Piątek, parafia oblacka na Koszutce w Katowicach modliła się przed niedawno rozbitą przez chuliganów pasyjką Jezusa. Symboliczny obraz. Pan Jezus rzeczywiście, namacalnie rozbity za nasze grzechy.

Choć nie kojarzę, żebym chodził po nocy po Katowicach i obrzucał kamieniami stojący na kościelnym placu krzyż, więc w tym sensie daleko mi do chuligana. Jednak trudno mi nie odnieść wrażenia, że ten obrazek jest ze mną związany. Przypomina mi, że Jezus umarł za wszystkich ludzi w całej historii świata, także za współczesnych i narodzonych w przyszłości. Także za mnie. To zapłata za grzech każdego człowieka, także tego, który symbolicznie dziś niszczy wizerunek Jezusa na placu przed kościołem, ale w rzeczywistości przybija Go do krzyża 2000 lat temu. I znowu… to zapłata także za mnie.

Historia prawdziwa

Przypomina mi się ciekawa historia zaczerpnięta z materiałów formacyjnych Diakonii Ewangelizacji Ruchu Światło Życie, którą świetnie, elektryzująco wręcz, opowiadał mój przyjaciel, nota bene właśnie z Koszutki, a obecnie diakon stały Andrzej Lwowski.

W czasie wojny domowej w Hiszpanii, przywódca grupy partyzantów imieniem Garcia chronił się wraz ze swym oddziałem w lesie. To był ciężki czas. Każde, nawet małe zwycięstwo odbywało się kosztem zdrowia, a czasem życia żołnierzy. O jedzenie też było bardzo trudno. Niewielkie zapasy schowane były w specjalnej skrytce. W pewnym momencie konieczne stało się ostre racjonowanie żywności. Któregoś dnia zastępca dowódcy podchodzi do Garcii i oznajmia, że zauważono ubytki w zapasach. Ktoś podkrada jedzenie. „Zwołaj wszystkich” – rzekł dowódca. Gdy wszyscy w ciszy czekali na słowa Garcii, ten surowo oznajmił – „Ktoś kradnie nasze wspólne jedzenie. Te zapasy to „być, albo nie być” każdego z nas, nasza wspólna sprawa. Nie spodziewam się, że ktoś z was się teraz przyzna, ale obiecuję, że jeśli złapiemy winowajcę, otrzyma on srogą karę 40 kijów na plecy”. Na jakiś czas problem znikającego jedzenia ustaje. Jednak pewnego dnia znowu pojawia się przed dowódcą jego zastępca ze słowami „Znowu ktoś kradł jedzenie. Tym razem złapaliśmy sprawcę”. „Zwołaj wszystkich” – odpowiada Garcia. Gdy wszyscy są już zebrani na środku obozowiska, dowódca wychodzi z namiotu i widzi spuszczone oczy wszystkich żołnierzy, a na środku prowizorycznie zmontowany chwilę wcześniej pręgierz i związanego obok niego złodzieja. Jest to matka Garcii… Podkradała jedzenie z najprostszego powodu – z głodu.

Jeśli dowódca nie wykona kary, straci autorytet, a jeśli wymierzy 40 kijów, kobieta zginie. Sytuacja bez wyjścia. Garcia podchodzi do winowajczyni, zatrzymuje się na środku placu, patrzy smutnym, ale jednocześnie silnym spojrzeniem po wszystkich zebranych i mówi: „Złapano złodzieja. Kara musi być wymierzona”. Po czym rozwiązuje kobiecie więzy, a sam zdejmuje koszulę i opiera się o pręgierz. „Zaczynajmy” – rozkazuje.

Wszyscy jesteśmy chuliganami

Historia Garcii to oczywiście jasna analogia do zbawczego planu Boga, który sam oddaje się (swojego Syna) na największą mękę za nasze winy. Każda wina rodzi karę, a grzech rodzi śmierć. Ktoś musi ją udźwignąć i robi to za nas Chrystus. Nie wiem czemu, często gdy słyszę opowieść o Garcii, wydaje mi się on jakimś superbohaterem. Ta historia zdaje mi się bliższa, niż ta sprzed 2000 lat. To rzeczywiście heroizm z jego strony i jednocześnie mądre posunięcie. Zawsze potrzebuję jednak chwili na opamiętanie się, bo przecież Bóg zrobił dla nas znacznie więcej. Może daję Jezusowi taryfę ulgową, bo jako Osoba Boska miał łatwiej? Jego boskość jest dla mnie odległa? Odrealniona? To dla nas niepojęte, ale muszę ostatecznie przyjąć, że był też w pełni człowiekiem i cierpiał przecież niemiłosiernie. A jaką toczył walkę duchową? Tego nie wie nikt. Być może było to zmaganie boleśniejsze jeszcze niż rany fizyczne?

Wracając do chuliganów od zniszczonej pasyjki. Czy myślę sobie pysznie, że „oni to się dopiero brzydko zachowali” i oceniam sprawców od razu w głowie? A może nikt im nie pokazał nigdy Boga, a życiowe doświadczenia tak przygniotły, że ich wina jest tu minimalna. Być może Jezus ukryty w pasyjce na krzyżu nawet cieszył się, że Jego dzieci, choć z kamieniem w ręku, chociaż na chwilę się do niego zbliżyły? Za to być może moje ocenianie tych ludzi to już grubszy kaliber winy? Z wielką siłą wiąże się wielka odpowiedzialność – mawiał wujek Petera Parkera (Spidermana). Ja też będę rozliczony z moich talentów, min i grzechów. Im większa ich świadomość, tym większe zobowiązanie przede mną. Do moich porażek muszę się przyzwyczaić. Tak jak wszyscy, i ja niosę brzemię grzechu pierworodnego i tego nie zmienię. W konsekwencji, tak jak wszyscy, i ja jestem chuliganem. Sęk jednak w tym, że dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa, mogę być chuliganem szczęśliwym i pełnym nadziei.

Krzysztof Zieliński

Krzysztof Zieliński

Krzysztof Zieliński

Od 2008 roku współtworzy Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży NINIWA, co jest jednocześnie pracą i życiową misją. Współorganizuje i animuje wydarzenia, pisze artykuły, redaguje treści książek i robi znacznie więcej. Człowiek orkiestra.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *