Epickie pojedynki w Biblii [część 5]

Noc okrywa ciemnością najbardziej tajemnicze zdarzenia. Często najbardziej dramatyczne. I tym razem było podobnie…

To był długi dzień. Wieczór też przysporzył wielu wrażeń. Aż trudno to wszystko pomieścić w głowie. Mózg sam Ci się wyłącza, resetuje, odpływasz… Potrzeba odpoczynku jest przemożna. Przez głowę przelatuje Ci „zamknę oczy tylko na chwilę.” Dlaczego by nie? Melatonina błogo zalewa Twój układ nerwowy. Przez sen słyszysz jednak niepokojące odgłosy. Z jednej strony jesteś tak zmęczony, że nie przeszkadza Ci wbijający się w plecy korzeń, a z drugiej jakiś dziwny niepokój nie daje Ci wytchnąć we śnie. Raz po raz się wybudzasz. Najgorszy jest ten moment na granicy snu i jawy. Wydaje się nierzeczywisty, bajkowy, trudno ocenić go racjonalnie.

Dopiero, gdy okrzyki przybierają na sile, Twój mózg zaczyna uruchamiać wolno swoje tryby. Niestety zbyt wolno. Nagle wszyscy wokół padają na ziemie, jakby rażeni piorunem, ale niebo jest bezchmurne. Po chwili wstają, choć wydają się tak samo zamroczeni, jak i ty. Zaczyna się szamotanina. W ciemności sylwetki mieszają się ze sobą. Dynamicznie potrząsasz głową, żeby przywołać się do porządku. Dostrzegasz broń i zbroje błyszczące w świetle pochodni. Zagrożenie – tylko taka informacja przeszywa twój umysł i odruchowo sięgasz po miecz. Twoje ciało jest dobrze zbudowane i przygotowane na tę sytuację – w końcu kawał z ciebie chłopa. Twój umysł jednak nie analizuje tego zbyt dogłębnie. Przewracasz najbliższego napastnika, który ląduje twarzą w piachu, ale już kolejny jest bardziej czujny i zwiera się z tobą w walce. Nerwowe ułamki sekund, które wydają się trwać w nieskończoność. Jedyne, na co masz przestrzeń, to wywinąć się ręką i zadać cios na chybił trafił. Słyszysz krzyk, a gdy odwracasz się za siebie widzisz żołnierza trzymającego się za ucho. Nocą spływająca krew wydaje się jeszcze ciemniejsza. „Dosyć!” – słyszysz oszołomiony i wypuszczasz miecz z ręki.

Trudno zapomnieć

Choć trwa oktawa wielkanocna i opisane zdarzenia mamy już za sobą, to założę się, że św. Piotr miał je żywe przed oczami aż do końca swoich dni. Pewnie z kilku powodów. Po pierwsze, wiemy, że mimo iż Jezus przygotowywał uczniów do swojej męki, szok związany z Jego pojmaniem, pasją i śmiercią był ogromny. Siedzieli przecież w wieczerniku jeszcze wiele dni, a ich głowy nie pojmowały jeszcze świeżych i dynamicznych zdarzeń.

Po drugie, mało co tak dotyka człowieka, jak słowa krytyki, nawet tej najbardziej konstruktywnej. Świętemu Piotrowi „oberwało się” kilka razy od Jezusa. „Panie, nigdy to na Ciebie nie przyjdzie” i odpowiedź Chrystusa: „Zejdź mi z oczu, szatanie”. Ała. Albo późniejsze potrójne zaparcie się św. Piotra w świątyni i przenikliwe spojrzenie Jezusa, które tak dobrze znamy z „Pasji” Gibsona. Tu nawet nie trzeba było słów, żeby miecz prawdy przeszył Piotra do cna. Wcześniej wypowiedziane przez Jezusa słowa proroctwa – „Nim kogut zapieje, trzy razy się mnie zaprzesz” – brzmiały w uszach Piotra jak gong! A teraz tutaj, kiedy apostoł walczy o swojego mistrza, słyszy, że to nie jest dobra metoda, że nie o to chodzi. Że nie na tym polega prawdziwa walka. „Ale przecież chciałem Ci pomóc! Narażam dla Ciebie życie, a Ty mnie jeszcze upominasz?” – takie myśli mogły przetoczyć się przez głowę św. Piotra. Dlaczego? Bo są bardzo ludzkie i naturalne. Ale Pan Bóg ma inną logikę.

Trzecim powodem, dla którego św. Piotr na pewno nie zapomniał tego zdarzenia z Ogrodu Oliwnego był cud, który Jezus uczynił. Spektakularny, a jednocześnie prawie niezauważony, skryty w ciemności nocy. Uzdrowienie ucha Malchosa, jednego z oprawców Jezusa, sługi arcykapłana, którego okaleczył św. Piotr, to cud wyjątkowy. Z jednej strony powiemy – nie takie rzeczy Jezus już robił. Być może cud zauważył tylko sam uzdrowiony, ale całkiem prawdopodobne, że św. Piotr także, bo był najbliżej. Poradnik miłości nieprzyjaciół w praktyce, cz. 1. A to dopiero początek. Symbolicznie, w momencie dobrowolnego poddania się Jezusa, dodatkowo jeszcze, jakby na dobitkę, Chrystus sieje dobro. Oczywiście Jezus dalej będzie to robić nawet w trakcie ogromnej męki, która właśnie się rozpoczyna. Będzie modlić się za oprawców, odpowiadać łagodnie, a także przebaczać krzywdy świata.

Kto ma uszy niechaj słucha

Kto jest zwycięzcą pojedynku między św. Piotrem a Malchosem? Czy na pewno Piotr? Patrząc powierzchownie – tak. Patrząc głębiej – rzeczywiście, odbiera on też cenną naukę od Jezusa. Jednak największym zwycięzcą jest sam Malchos, który nie tylko odzyskuje ucho, ale i znacznie więcej. Zyskuje szansę na nawrócenie, otrzymuje doświadczenie spotkania z Jezusem. Czy rzeczywiście się nawraca? Tego nie wiemy. Powiemy – „kto by się nie nawrócił po takim cudzie? Gdybym ja doznał takiego uzdrowienia, to na pewno byłbym lepszym człowiekiem”. Sam często tak myślę, ale to czcza paplanina. Mamy Jezusa na wyciągnięcie ręki. Przed oczami mamy Jego Słowo, a w ustach Jego Ciało. Czy na pewno nas One przemieniają? Czy pozwalamy sobie na zmianę życia?

Warto zrobić sobie mały test i przeczytać ten fragment Ewangelii. Czy w tym całym zajściu słyszymy, co mówi do nas Jezus? Czy może bardziej skupiamy się na tym nieszczęsnym uchu?

Krzysztof Zieliński

Krzysztof Zieliński

Krzysztof Zieliński

Od 2008 roku współtworzy Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży NINIWA, co jest jednocześnie pracą i życiową misją. Współorganizuje i animuje wydarzenia, pisze artykuły, redaguje treści książek i robi znacznie więcej. Człowiek orkiestra.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *